McLaren to marka, w której cena katalogowa jest tylko punktem startowym. W praktyce różnice robią wersja nadwozia, poziom doposażenia, przebieg, historia serwisowa i to, czy auto kupujesz jako nowe, niemal nowe czy już z rynku wtórnego. Poniżej rozkładam to na czynniki pierwsze, żeby łatwiej było ocenić, ile naprawdę kosztuje wejście do świata McLarena w Polsce.
Najważniejsze liczby, zanim zaczniesz porównywać oferty
- Artura w polskich ogłoszeniach pojawia się dziś mniej więcej w przedziale 1,30-1,68 mln zł.
- 750S to zwykle wydatek około 1,80-2,00 mln zł, a mocniej skonfigurowane egzemplarze kosztują jeszcze więcej.
- Na rynku wtórnym 720S nadal trzyma wysoką cenę, ale jest już wyraźnie bardziej dostępny niż nowe auta z aktualnej gamy.
- W McLarenie cena rośnie szybciej przez Spidera, pakiety MSO, ceramikę, karbon i niskie przebiegi niż przez sam rok produkcji.
- Jeśli budżet jest sztywny, najpierw ustal łączny koszt zakupu i utrzymania, a dopiero później wybieraj kolor i specyfikację.

Jak wyglądają dziś ceny McLarena w Polsce
Jeśli patrzę wyłącznie na aktualne ogłoszenia dealerskie, najłatwiej wycenić dziś trzy modele: Arturę, 750S i starsze egzemplarze GT/720S. W praktyce widać bardzo wyraźnie, że McLaren nie jest marką „od jednej ceny”, tylko od całych widełek, które potrafią się zmieniać nawet o kilkaset tysięcy złotych między pozornie podobnymi autami. Według aktualnych ofert McLaren Warszawa na OTOMOTO, różnice są już widoczne na poziomie samych roczników i przebiegów.
| Model | Przykładowa cena w Polsce | Co to oznacza w praktyce |
|---|---|---|
| Artura 2024-2026 | 1 299 000-1 683 374 zł | Najbardziej „wejściowy” aktualny McLaren, ale nadal mówimy o pełnoprawnym supersamochodzie. |
| 750S 2024-2025 | 1 799 000-1 991 542 zł | Wyższa półka osiągów i ceny; egzemplarze z bogatą specyfikacją szybko przebijają 2 mln zł. |
| GT 2020-2022 | 449 000-1 099 000 zł | Starszy gran turismo, tańszy od aktualnych modeli, ale nadal drogi w utrzymaniu. |
| 720S 2017-2022 | 799 999-1 199 777 zł | Świetny punkt odniesienia dla osób szukających używanego McLarena bez wchodzenia w nowe auto. |
Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz, która naprawdę porządkuje ten rynek, powiedziałbym tak: nowa Artura to dziś najniższy sensowny próg wejścia do marki, a 750S jest już wyraźnie wyżej i bardziej bezkompromisowy. GTS też jest istotny, ale w polskich ogłoszeniach pojawia się rzadziej, więc traktuję go raczej jako punkt odniesienia niż stabilny cennik. To prowadzi do najważniejszego pytania: skąd biorą się tak duże różnice nawet wewnątrz jednego modelu?
Dlaczego dwa podobne McLareny potrafią kosztować zupełnie inaczej
W tym segmencie nie płaci się wyłącznie za markę. Płaci się za układ napędowy, typ nadwozia, poziom personalizacji i stan konkretnego egzemplarza. Dla kupującego oznacza to jedno: dwa auta z tego samego rocznika mogą dzielić cenę o 150-300 tys. zł, a czasem jeszcze więcej, jeśli jedno ma bogatą specyfikację MSO, a drugie jest „standardowe”.
- Spider kosztuje więcej niż coupe - składany dach i inna struktura auta zwykle podbijają cenę, nawet gdy osiągi są bardzo zbliżone.
- MSO robi ogromną różnicę - to dział personalizacji McLarena, czyli fabryczne dopracowanie lakieru, karbonu, detali wnętrza i wykończenia. Takie opcje potrafią kosztować tyle, co dobrze utrzymany samochód sportowy niższej klasy.
- Karbon i ceramika nie są tylko ozdobą - carbon pack, ceramiczne hamulce czy lekkie felgi poprawiają efekt wizualny, ale też podnoszą cenę katalogową i rynkową.
- Przebieg ma znaczenie, ale nie absolutne - w supercarach 5 000 km versus 20 000 km to już realna różnica, jednak więcej waży historia serwisowa i sposób użytkowania.
- Pochodzenie auta wpływa na wycenę - egzemplarz z polskiego salonu, z pełną dokumentacją i bez śladów napraw, zwykle broni ceny lepiej niż auto sprowadzone „po okazji”.
- Faktura VAT i status sprzedaży - w praktyce cena brutto, netto, import i sposób finansowania potrafią całkowicie zmienić końcowy budżet.
Ja zawsze patrzę na McLarena jak na pakiet decyzji, a nie na sam model. Dla jednego kupującego najważniejsza będzie lekkość i torowy charakter, dla drugiego komfort i łatwiejsze codzienne użytkowanie, a wtedy ta sama kwota może oznaczać zupełnie inne auto. Z tego właśnie powodu kolejna sekcja jest ważniejsza niż sam cennik.
Nowy egzemplarz, niemal nowy czy używany z rynku wtórnego
Jeśli zależy Ci na przewidywalności, nowy McLaren ma sens. Dostajesz gwarancję, jasną historię i konfigurację zrobioną pod siebie. Problem w tym, że w tym segmencie spora część utraty wartości dzieje się bardzo szybko, więc egzemplarz z niewielkim przebiegiem bywa rozsądniejszy finansowo niż auto z placu, które właśnie opuściło salon.
W praktyce widzę trzy sensowne scenariusze:
- Nowe auto - dla kogoś, kto chce dokładnie taką specyfikację, jaką sobie wymyślił, i akceptuje najwyższą cenę wejścia. To najlepsza opcja, jeśli liczy się spokój i pełna przewidywalność.
- Egzemplarz 1-2-letni - często najciekawszy kompromis. Auto zwykle ma już największy spadek ceny za sobą, a nadal wygląda i jeździ praktycznie jak nowe.
- Starszy używany model - niższa cena zakupu, ale większa zmienność jakości i większa odpowiedzialność po stronie kupującego. Tu nie ma miejsca na zakup „na oko”.
W Polsce bardzo dobrze widać to na przykładzie Artury. Nowe ogłoszenia potrafią zaczynać się od około 1,30 mln zł, ale już młodsze sztuki z mocną konfiguracją zbliżają się do 1,68 mln zł. Z kolei 750S w ogłoszeniach dealerskich startuje z okolic 1,80 mln zł i bez większego wysiłku przeskakuje 2 mln zł, jeśli auto ma ciekawą specyfikację albo jest bardzo świeże. To pokazuje, że przy McLarenie „używany” nie zawsze znaczy „tani” - często oznacza po prostu mądrzej wyceniony.
Jeśli budżet jest ograniczony, sam rozważałbym przede wszystkim dwa kierunki: Arturę jako wejście do aktualnej gamy albo 720S jako bardzo mocny model z rynku wtórnego. To prowadzi do pytania, gdzie najłatwiej popełnić kosztowny błąd przy oględzinach.
Na co patrzę przed zakupem, żeby nie przepłacić
McLaren potrafi wyglądać perfekcyjnie nawet wtedy, gdy ceny w ogłoszeniach są mocno rozjechane. Dlatego przed rozmową o rabacie sprawdzam nie tylko przebieg, ale też zestaw rzeczy, które w tym segmencie mają realny wpływ na wartość auta.
- Historia serwisowa - bez niej cena powinna spaść, bo ryzyko rośnie natychmiast.
- Stan lakieru i elementów karbonowych - naprawy w supercarach są kosztowne, a ślady lakierowania potrafią zdradzić więcej niż sam opis sprzedającego.
- Opony i hamulce - w mocnych McLarenach to nie są „zwykłe eksploatacyjne drobiazgi”, tylko realny wydatek.
- System lift i elementy podwozia - jeśli auto ma jeździć po polskich drogach, to nie detal, lecz praktyczny warunek komfortu.
- Elektronika i multimedia - w nowszych Arturach i 750S warto sprawdzić działanie wszystkiego, co odpowiada za codzienną wygodę, bo właśnie tam wychodzą drobne, ale kosztowne niedociągnięcia.
- Dokumenty importowe - przy aucie sprowadzonym liczy się nie tylko sam numer VIN, ale też sposób odprawy, faktura i realny status podatkowy.
To też moment, w którym najłatwiej uświadomić sobie, że cena w ogłoszeniu nie jest jeszcze ceną końcową. W aucie za ponad milion złotych koszty doprowadzenia do ideału potrafią być bardzo konkretne, a kilka źle ocenionych elementów wystarczy, by „atrakcyjna oferta” przestała być atrakcyjna. Dlatego na końcu zawsze wracam do prostego pytania: za co dokładnie płacisz?
Jaki McLaren ma dziś najwięcej sensu za swoje pieniądze
Jeśli miałbym to ułożyć możliwie uczciwie, powiedziałbym tak: Artura jest dziś najrozsądniejszym wejściem do aktualnej gamy McLarena, 750S jest wyborem dla osób chcących pełnego, bezkompromisowego supercarowego doświadczenia, a 720S pozostaje bardzo mocnym punktem rynku wtórnego, jeśli nie chcesz od razu iść w nową sztukę. GTS jest z kolei ciekawy dla kogoś, kto ceni większą codzienną użyteczność, ale w Polsce nadal nie jest tak łatwy do wyceny jak dwa pozostałe filary gamy.
Jeśli budżet oscyluje wokół 1,3-1,7 mln zł, patrzyłbym najpierw na Arturę. Jeśli masz około 1,8-2,0 mln zł i chcesz samochód bardziej brutalny, bardziej „purystyczny” i zwyczajnie bardziej prestiżowy w odbiorze, 750S ma tu przewagę. Gdy schodzisz niżej, do okolic 800 tys. zł-1,2 mln zł, lepiej skupić się na dobrze udokumentowanym 720S niż gonić za najtańszym egzemplarzem z niejasną historią.
W tym segmencie najbardziej opłaca się chłodna kalkulacja: najpierw budżet całkowity, potem stan auta, dopiero potem kolor i konfiguracja. To właśnie taka kolejność najczęściej odróżnia dobry zakup od bardzo drogiej emocji.